czwartek, 24 września 2015

Chorowitek


Wczorajszy dzień minął nam pod znakiem marudzenia, wiszenia na mamie, braku apetytu i gorączki. Gorączka owa, jest wynikiem podania Truskaludkowi ostatniej dawki szczepionki. Do tej pory Tosia w żaden sposób nie reagowała na szczepienia, więc kiedy wczoraj rano obudziła się z gorączką, przyznam, że mnie to troszkę zaskoczyło.
No trudno, trzeba było się z tym jakoś zmierzyć.

Chociaż przed psoceniem nawet gorączka jej nie powstrzyma. Przysłała bowiem Babcia paczkę z prezentem dla Tosi. W paczce były piękne puzzle. A co ciekawsze, była paczka zabezpieczona taśmą klejącą. Dużo było tej taśmy, to po to, by się puzzle po drodze listonoszowi nie zgubiły. 
Taka taśma jest dla Truskaludków, nawet jeśli są chore, bardzo, ale to bardzo interesująca. 
Można ją powoli od pudełka odrywać. Można kawałek kotu do ogona przykleić. To niestety mamę denerwuje, wiec trzeba to robić ukradkiem.
A już jeśli ma się szczęście to mama zadzwoni do babci żeby podziękować. I przestanie przez minutę sprawdzać co Tosia robi.
I wtedy można sobie wielki i bardzo klejący kawałek taśmy, przykleić na środku głowy i do czoła. 
O!
Taką sobie opaskę gustowną zafundować. 
A potem jęczeć, ze się opaski zdjąć nie da.
A mama się tak śmiesznie zapowietrza, aż nie wie co powiedzieć. 
Chociaż próba odklejenia taśmy troszkę boli. To wtedy można się rozpłakać. 
Mama bierze nożyczki i ciaaach! Odcina taśmę razem z dużym kawałkiem grzywki.
I wtedy Truskaludek wygląda jakby ją piorun w czoło strzelił.
Ale co tam, fajnie jest, tylko mama coś tam pod nosem mamrocze. 
Dziwna ta mama. 

I znowu gorączka rośnie i znowu samopoczucie się Tosi pogarsza
Wcale nie jest łatwo mieć w domu chorego Truskaludka.  
Wcale nie jest łatwo gotować na śniadanie owsiankę trzymając na rękach marudzącego Chorowitka, który wierci się na wszystkie strony, bo nie potrafi znaleźć sobie miejsca.
Wcale nie jest łatwo posprzątać mieszkanie lub chociaż obiad ugotować, kiedy Maruda Marudkowska jęczy nam przy nodze i nic, ale to NIC jej nie pasuje.
Chcesz się bawić klockami?
Nie
Chcesz układać puzzle?
Nie
Chcesz obejrzeć bajkę?
Owszem, ale Ty mama masz mnie nosić wtedy na rękach....
Tutaj, mamie zabrakło chęci i otwartości na propozycję ;)

W końcu stanęło na tym, że idziemy do Truskaludkowego pokoju i czytamy książkę. 







Po pięciokrotnym przeczytaniu książeczki, pokazaniu obrazków wszystkim, ale to dokładnie WSZYSTKIM pluszakom w pokoju, kolejnej porcji jęczenia i 2 ucieczkach z łóżka, Tosia wreszcie zasnęła.
A jak wszystkim wiadomo, najlepiej z chorobą, złym samopoczuciem, marudnym nastrojem i wszelkimi niedogodnościami, radzi sobie Miś.


Na pocieszenie i trzeba przyznać, że z chęci wciśnięcia w chorą córeczkę czegokolwiek, upiekła mama dla Tosi mięciutkie ciasteczka owsiane. Ugotowała kakao. Pokroiła jabłuszko i gruszkę.
Bo coś mamie mówiło, że i z obiadem będzie kłopot.
To chociaż niech Tosia podwieczorek cały zje


Obiad Tosia podzióbała, a zachęcona podwieczorkiem, zjadła go nieco bardziej ochoczo.
Mama miała oczywiście rację.
Jak zwykle.
;)


ps. przepis na ciasteczka, które wyszły przepyszne, podam w następnym wpisie :)


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz