Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wędrówki po Polsce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wędrówki po Polsce. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 października 2015

jest takie miejsce ...

Weekend u Babci, szaleństwo w ogrodzie, podkradanie jabłek prosto z drzewa, zbieranie orzechów, przeganianie kur, tarmoszenie psa, szukanie jeży w zakamarkach, zbieranie liści i patyków, a przede wszystkim jesienne ładowanie akumulatorów w miejscu, które od wielu, wielu lat emanuje spokojem, radością i potrafi odgonić wszelki stres i myślenie o kłopotach.
A tym razem mieliśmy okazję poznać nowe Ogrodu rezydentki. Babcia i Ciocia przygarnęły bowiem dwie maleńkie koteczki. Zabiedzone, zmizerniałe, z zaropiałymi oczkami, groziło im w najlepszym wypadku utopienie.
No to Ciocia o Cudownym Wielkim Sercu powiedziała, że nie można na to pozwolić.
I przyniosła do Ogrodu obie Bidy.
Razem z truskaludkową Babcią odkarmiły, zawiozły do Pani doktor, zadbały i wyleczyły.
I mieszkają teraz w tym pełnym spokoju i dobroci miejscu Kicia Maja i  Kicia Marcelina.
Maja jest odważna, ciekawska, przymilna, uwielbia mizianie i poluje na wszystko, co się chociaż zadrżeć ośmieli, (a podczas tych weekendowych dni, polowała najchętniej na spódnicę truskaludkowej mamy ;) ).
Marcelina jest ostrożna, z dystansem, nie tak łatwo zdobyć jej serce. Ale już drugiego dnia, chodziła za nami krok w krok.
Dobrze nam było u Babci. Ciepło i rodzinnie.
Odpoczęliśmy, wcinaliśmy orzechy i placek drożdżowy ze śliwkami.
Piliśmy kakao, wygrzewaliśmy się w jesiennym slońcu na tarasie, spacerowaliśmy.
Tosia szalała w ogrodzie tak bardzo, że wieczorem wyglądała jak górnik po szychcie.
Nic nie szkodzi. Od tego są Babcine Ogrody właśnie.
No pięknie było.
Pięknie.












czwartek, 10 września 2015

Festiwal Otwarte Ogrody cz. 1

Od 8 lat odbywa się w Konstancinie Festiwal Otwarte Ogrody. Jest to świetna okazja od poznania Konstancina, zwiedzenia zabytkowych willi, poznania miejscowych artystów, wysłuchania ciekawych opowieści, spróbowania regionalnych przysmaków, wzięcia udziału w ciekawych warsztatach. Festiwalowi co roku towarzyszą wystawy, wernisaże i koncerty. W tym roku można było nawet wziąć udział w miodobraniu, na które zapraszali mieszkańców właściciele "Tęczowej Pasieki", amatorzy fotografii mogli doskonalić swoje umiejętności na warsztatach fotograficznych, osoby ciekawe historii Konstancina miały okazję wziąć udział w wycieczce z przewodnikiem, w Pałacu w Oborach odbył się kiermasz rękodzieła artystycznego, spacer po Pałacu i pokaz zaganiania kóz przez psy pasterskie.
W tak najeżony atrakcjami weekend nie mogło zabraknac i naszej rodzinki :)
Mała Tosia i jej rodzice mieli więc okazję, obejrzeć piękne obrazy, miniatury budynków, wystawę fotografii, wysłuchać bardzo ciekawych prelekcji o życiu Stefana Żeromskiego.
Pod koniec dnia, Tosia uczestniczyła w zabawie dla dzieci, szalała w tańcu, biła brawo i bardzo dobrze się bawiła.

Zwiedziliśmy dom Stefana Żeromskiego, gdzie wysłuchaliśmy bardzo ciekawych opowieści pana prof. Jerzego Snopka i pani prof. Anny Kowalczykowej









Obejrzeliśmy kilka wystaw :




Bardzo podobała nam się wystawa miniatur:




A Tosia szalała tanecznie przy piosence "Hey Baby (if You'd be my girl)" ;)



sobota była więc, piekna, słoneczna, ciepła i bardzo, bardzo udana :)))


a największa atrakcja czekała na nas w niedzielę.

c.d.n :)

poniedziałek, 7 września 2015


Początek września aż się prosi o małe podsumowanie. Podsumowanie minionego lata.
A tegoroczne lato było nie tylko gorące, ale i pełne wycieczek, zabawy i psot.
Wakacje zaczęły się dla nas od przyjazdu Starszego Brata. Bardzo szczęśliwa Tosia miała wreszcie towarzystwo od rana do wieczora, a Starszy Brat, wykazując się anielską wprost cierpliwością, uczył Trukaludka budować twierdzę z klocków, uczył jak być rycerzem i walczyć ze złem. Opowiadał jej bajki i nauczył jak dawać "patkę" i "żółwika"  i jeszcze paru innych rzeczy, które są każdemu Maluchowi niezbędne.
Razem odwiedzili między innymi Farmę Iluzji i Stadion Narodowy.






A to był dopiero wstęp do najfajniejszych wakacji. Po wizycie Starszego Brata bowiem, pojechałyśmy do Babci.
Większość z nas swoje najlepsze wakacyjne wspomnienia wiąże właśnie z wizytami u Babć
i Dziadków. Zwykle można się tam cieszyć największą swobodą, i wcielać w życie najdziksze
i najfajniejsze pomysły, jakie tylko dzieciom przychodzą do głowy.
W tym przypadku wcale nie było inaczej.
Tosia w towarzystwie Starszego Brata - Kacpra, Oraz Starszego Brata - Mateusza, przez bite dwa tygodnie szalała w ogrodzie, skacząc na trampolinie, budując wulkany w piaskownicy, goniąc kury, polując na Dementorów, prowadząc Wojnę z Żukami, wyposażając Zbrojownię, ukrytą w cieniu babcinych orzechów, oraz budując twierdzę i bazę wypadową.
Notorycznie wypuszczali nielegalnie kury do ogrodu, gwizdnęli  garnek z kompotem wiśniowym
i nasypali do niego ziemi, Tosia znosiła mi pod nogi wszelkie owady, któregoś dnia wrzuciła do wanny  wielkiego włochatego pająka. biedak jeszcze dychał. Taki prezent dla mamusi ;)
Umyli cioci szyby twardą szczotką ryżową, zabrali psu miskę z wodą i "gotowali w niej błotną zupę", wykopywali dołki w trawniku i wlewali do nich wodę, a wszystkie narzędzia ogrodnicze babci, znalazły swoje miejsce w ich "bazie". Co w praktyce oznaczało, że nigdzie nie można było ich znaleźć ;)
Psota goniła psotę, a Starsi Bracia zadbali o to, by sporo od nich młodsza kuzynka, dotrzymywała im kroku.
Oni się świetnie bawili, a Truskaludkowa Mama i Babcia, po dwóch tygodniach ze Straszną Trójcą marzyły o chociaż kilku dniach świętego spokoju ;)
Cóż, na tym właśnie polega dzieciństwo. Pozwalamy więc dzieciom by puściły wodze wyobraźni
i wykorzystały lato do ostatniej sekundy. Wszystko po to, by kiedyś miały co wspominać.








A każdy weekend spędzała Tosia ze swoim Tatusiem


Bo jak wiadomo - tylko Tata zna największe tajemnice Świata :))

wtorek, 21 czerwca 2011

Przypadkowe odkrycia

Czasem, zupełnie niechcący odkrywamy nowe miejsca lub ludzi. Mieszkance zdarza się to nawet często, ot np w tę sobotę, wybrała się z dawno niewidzianą przyjaciółką na spacer. W planach były lody i rozmowy, ruszyły więc dawną trasą, którą swego czasu przemierzały dość często. I oto w małej uliczce odkryły zupełnie nowe, urocze miejsce. Zachwycił je mały, skromnie położony sklepik, z przemiłą właścicielką. W sklepiku nabyć można pięknie haftowane drobiazgi, można też, umówic sie z właścicielką i czegoś nauczyć.
Panuje tam miły rozgardiasz, zajrzec można do każdego kącika, a Właścicielka chetnie opowiada o swojej pasji.
Zrobiła więc Mieszkanaka kilka zdjęć, bo uznała, że warto innym o tym miłym miejscu opowiedzieć :)












Warto czasem spojrzeć w bok ;)