Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czekolada. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Słodka przyjemność - Muffinki kawowo - czekoladowe

Kiedy mąż zdaje egzaminy i bardzo jest owymi egzaminami zestresowany, dla odprężenia i dla przyjemności  piekę mu  muffinki.
Mięciutkie, oblane polewą czekoladową, o wyraźnym kawowym aromacie.
Są przepyszne i bardzo łatwe do upieczenia.



na ok 15 muffinek potrzeba:

ciasto:
- 1,5 szklanki mąki
- 100 ml oleju
- 1 szklanka cukru
- 2 jajka
- 175 ml mleka
- 4 łyżki kakao
- 2 łyżki likieru kawowego
- 2 łyżki kawy rozpuszczalnej
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
polewa:
- 1 tabliczka czekolady
- ok 4 łyżki mleka

Wszystkie składniki suche (mąka, cukier, kakao, kawa rozpuszczalna, proszek do pieczenia) wymieszać w jednej misce
W drugiej misce roztrzepać dokładnie jajka, dodać olej, mleko, likier kawowy, dokładnie wymieszać.
Składniki suche i mokre przesypać i przelać do jednej miski, wymieszać tak, by sie składniki połączyły.
Formę do muffinek wyłożyć papilotkami, napełnić papilotki ciastem, mniej więcej do 3/4 wysokości.
Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni, ok 30 -35 minut. Muffinki sa gotowe, gdy wsadzony w środek patyczek, wychodzi suchy.

Polewa:
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, stopniowo dodawać mleko, dokładnie wymieszać.


Przestudzone muffinki polać polewą, poczekać aż czekolada zastygnie.

Smacznego :)






wtorek, 17 listopada 2015

Jak mus to mus ;)

11 listopada obudziłam się z bólem pulsującym w głowie.
Oho - migrena nadciąga pomyślałam.
A chwile potem poczułam nieodpartą wręcz chęć upieczenia czegoś dobrego.
Macie tak czasami? Wstajecie i po prostu nie możecie sie powstrzymać, no musicie coś zrobić. Coś Was do tego pcha, namawia, nie potraficie się oprzeć.
Ja tak czasem czuję. Na ogół jest to nieodparta chęć nakrzyczenia na męża ;), ale jednak od czasu do czasu zdarza się tez taka, pchająca mnie ku czemuś znacznie przyjemniejszemu ;)
A skoro 11 listopada to Święto, pomyślałam wiec, czemu nie. Zajmę się czymś, zapomnę o bolącej głowie (zwykle kiedy piekę to przestaje mnie boleć.
Otworzyłam więc swoją domowa cukiernię i upiekłam:
- drożdżowy wieniec z nutellą i orzechami
- cynamonki - kruche ciasteczka z cynamonem i odrobiną imbiru
- bezy ciągutki
Nie omieszkałam się tez pochwalić znajomym na Facebooku, jaka to jestem super dzielna i jak fajnie spędzam świąteczny poranek.
W efekcie mego chwalipięctwa, świąteczne popołudnie spędziliśmy z gośćmi, którzy skuszeni słodkościami postanowili nas odwiedzić.
Tak lubię. Gdyby każde moje chwalipięctwo kończyło się tak fajnymi wizytami, to chwaliłabym się codziennie.
Jak to powiedziała Kinga (nasz gość)
" bo wiesz, to miłość do czekolady tak ludzi zbliża"
Coś w tym jest Kochana, coś w tym jest.

A ponieważ wypieki uzyskały najwyższą możliwą ocenę ("mamusiu to jest mniami" - powiedział Gość Najmłodszy :)) ) to niniejszym dzielę się z Wami pierwszym z przepisów.
Bardzo polecam, bo ciasto to, jest wyjątkowo pyszne.

Wieniec drożdżowy z nutella i orzechami

- ok 0,5 kg mąki
- 5 dag drożdży
- 300 ml mleka
- 1 duże jajko
- 150 gram kostki masła
- szklanka cukru
- szczypta soli
- mały słoik nutelli
- orzechy włoskie (ok 3 duże garście)
- ok 2 łyżek domowego cukru waniliowego (niekoniecznie)
- kilka łyżek mleka do posmarowania ciasta


Mleko lekko podgrzać, dodać do niego 3 łyżki cukru i pokruszone drożdże.
Dodać 2 łyżki mąki, lekko wymieszać, odstawić w ciepłe miejsce na 20 minut by drożdże zaczęły pracować.
Pozostałą mąkę wymieszać z cukrem i solą.
dodać jajko, wymieszać
Masło roztopić w rondelku, odstawić by lekko przestygło.
Do mąki dodać zaczyn, ugniatać powoli, po chwili powoli, partiami dodawac masło, cały czas wyrabiając ciasto.
wyrobione ciasto odstawić na ok godzinę w ciepłe miejsce, do wyrośnięcia.

Wyrośnięte ciasto rozwałkować na stolnicy. Posmarować równo nutellą, na wierzch wysypać pokruszone orzechy włoskie.
Zwinąć w roladę i pokroić na równe kawałki.
W wysmarowanej masłem i podsypanej bułką tartą stolnicy, układać roladki ciasta tak, by lekko na siebie zachodziły.
Posmarować z wierzchu mlekiem, posypać cukrem waniliowym
Piec ok 45 minut w temperaturze 180 stopni.

Smacznego :)








ps. Do posmarowania ciasta drożdżowego nutellą zainspirował mnie ten przepis na drożdżowy warkocz , przepis na ciasto drożdżowe mam od mojej mamy :) Jest to bardzo dobra baza do różnych wariacji na temat placków drożdżowych, bardzo Was zachęcam do eksperymentów :)





środa, 14 października 2015

Kakunka


Nasz Truskaludek mówi na razie we własnym języku. Ma swoje ulubione słowa, ale większość zdań jest całkowicie niezrozumiała dla otoczenia.
Jednym z ulubionych słów jest "Kakunka"
Kakunka oznacza zawsze coś przepysznego, coś co bardzo Truskaludkowi smakuje.
Kakunką  jest  rosół babci,  ogórki małosolne, truskawki, grejpfruty, bataty i zupa z dyni. 
Kakunką bywają też rzeczy zaskakujące, np cytryna, którą Truskaludek gryzie jak ciasteczko. Im bardziej jej buzię wykrzywia, z tym większym namaszczeniem wypowiada Tosia ową nazwę. 
Jednak dziś miano kakunki zyskało coś, czego ani Mama, ani Tata ani nikt z Tosiowego otoczenia, nie tylko pychotką by nie nazwał, ale wręcz nigdy by tego nie wziął do ust.
Bawiła się Tosia przy okiennym parapecie. Ja krzątając się po kuchni słuchałam jednym uchem, co tam Tosia opowiada. W pewnym momencie wyłowiłam powtarzające się, brzmiące wielką przyjemnością słowo "Kakunka"
Zostawiłam na chwilę swoje zajęcia i podeszłam zobaczyć co też tak smacznego moja córka tam znalazła.
Patrzę, a na parapecie w równiutkim rządku, jeden za drugim leżą pozbierane z podłogi ziarenka kociego żwirku. 
Po kolei, jeden po drugim Tosia wkładała je do ust jak cukierki, gryzła, głaskała się po brzuszku i wołała "Kakunka"...
Dziwnie tak trochę, kiedy pomyślę, że upieczona przeze mnie w niedzielę tarta z czekoladowym kremem (również Kakunka) zrównana została z kocim żwirkiem betonitowym o zapachu lawendy.
Jakby nieco mniej dumna z tej tarty jestem ;)

Przepisem się jednak podzielę, bo rodzinie smakowało, a i gościom chyba też :)



Tarta z bananami i kremem czekoladowym

Na spód potrzeba:
- 400 gram mąki pszennej
- 200 gram masła
- jedno jajko
- 50 gram cukru trzcinowego
- 1 łyżeczkę sody

Składniki na krem:
- 250 gram serka mascarpone
- 150 ml śmietanki 36%
- 100 gram gorzkiej czekolady
- 50 gram cukru pudru

Ponadto
- 300 ml śmietany 36%
- 3 banany
- 1 duża pomarańcza
- 50 gram gorzkiej czekolady


Mąkę i sode przesiać do miski, dodać cukier, wymieszać.
Dodać jajko, ugnieść.
Masło pokroić, dodać do mąki, wyrobić rekami, az się składniki połączą.
Uformować z ciasta kulę, zwinąć ją w folię spożywcza i odstawić do lodówki na minimum godzinę.

Piekarnik rozgrzać do temperatury 180 st. 
Formę do tarty wysmarować masłem i oprószyć mąką.
wyjęte z lodówki ciasto rozwałkować, przełożyć do formy, dokładnie wylepiając jej boki. 
Piec około 20 minut.
wyjąć z piekarnika, przestudzić.



Serek mascarpone utrzeć z cukrem, 150 ml śmietany ubić na sztywno, wymieszać z serkiem, dodając powoli po 1 łyżce.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, lekko przestudzić.
Dodawać do kremu po 1 łyżce, mieszać delikatnie. 
Gotowy krem przełożyć na wystudzony spód, wstawić do lodówki na kilka godzin. 

Banany pokroić w talarki, poukładać na kremie czekoladowym.
300 ml śmietany ubić na sztywno, wyłożyć na tartę ( na warstwę bananów).
Pomarańcze wyfiletować. Ćwiartki poukładać na warstwie bitej śmietany.
50 gram czekolady rozpuścić w kąpieli wodnej, ozdobić wierzch tarty (nabieramy trochę czekolady na łyżeczkę lub widelczyk i machając nad tartą tworzymy drobne, nieregularne esy - floresy)

Smacznego :)


czwartek, 8 października 2015

Lekarstwo ;)

Zimny październikowy dzień, Truskaludek postanowiła zostać Smarkałkiem, w związku z czym przez cały dzień marudzi, mnie boli głowa, brzuch, nogi i nawet włosy i paznokcie.  Taka jestem biedna.
W związku z powyższym po proszki przeciwbólowe idę w dresie, trampkach i powyciąganym swetrze, na szczotkę do włosów nawet nie patrząc, macham ręką też na zrobienie makijażu przed wyjściem.
Wchodzę do apteki, wita mnie uśmiechnięta od ucha do ucha Pani Aptekarka:
- poproszę nurofen forte
- proszę bardzo, a jaki smak?
- eeee...?
- w jakim smaku ten nurofen?
-  to nurofen ma smaki?
- no tak, truskawkowy, pomarańczowy..
- a to ma jakieś znaczenie?
(w tym miejscu w oczach Pani Aptekarki pojawia się dystans, a uśmiech staje się bledszy)
- noo... smaczniejszy jest
- ale, że to czuć przy połykaniu?
( po uśmiechu już nie ma ani śladu)
- jak to przy syropkach, lepiej by były smaczne..
- syropkach?
- no, dla dzieci mamy właściwie tylko syropki...

cóż.. to chyba ten dres i brak makijażu. Twarz mi młodością świeciła ;)
(lub tez tak bardzo po mnie widać, że mam małe dziecko, ale osobiście wolę wersję z młodym wyglądem ;) )

Idąc za ciosem ;) , upiekłam ciastka. Kruche, niezbyt słodkie, z kawałkami czekolady, przepyszne.
A co sobie będę żałować... ;)

Kruche ciasteczka z czekoladą

- 400 gram mąki
- 200 gram masła
- 1 jajko
- 50 gram cukru pudru
-  1 łyżka kwaśnej śmietany
- 1 łyżeczka sody
- kilka posiekanych suszonych moreli
- tabliczka gorzkiej czekolady (< 70% zawartości kakao)

Mąkę, sodę, cukier przesiać razem do miski.
Morele posiekać, wymieszać z mąką
Czekoladę pokruszyć na drobne kawałeczki, wymieszać z mąką
Do wszystkich składników dodać pokrojone w kawałki masło, jajko i śmietanę.
Wyrabiać dłońmi aż składniki się połączą i będzie można uformować kulę.
Uformowaną kulę ciasta zawinąć w folię spożywczą i wstawić do lodówki na ok 1 godzinę
stolnice oprószyć mąką, schłodzone ciasto rozwałkować do grubości ok 1 cm, wykroić ciastka.
Piec w piekarniku nagrzanym do 180 st. C. 15 - 20 minut.
Ciastka wyjąć, przestudzić, posypać cukrem pudrem.

Smacznego :)