środa, 26 września 2012

„Przyjdzie”


Zdjęłam z półki książkę, zamknęłam oczy i wylosowałam słowo. „Przyjdzie” mi się trafiło. Ciekawy zbieg okoliczności, jako ze książka, z której przyszło mi losować to „Ominąć święta” Johna Grishama, której akcja toczy się w Bożonarodzeniowym czasie. A jak widać mamy za oknem jesień, połowa września za nami, Boże Narodzenie zdecydowanie dopiero nadchodzi. Zresztą, pomimo tego, że mi słowo „przyjdzie” kojarzy się na wiele sposobów, to te świąteczne wyraźnie wybijają się na pierwszy plan. Przyjdą święta, przyjdą goście. Boże Narodzenie, w skojarzeniu, jak ta lala, prawda? O a teraz „przyjdzie kryska na Matyska” mi się przypomniało. Popularne dość powiedzenie, przynajmniej za czasów mojej młodości (czyli nie tak całkiem dawno temu ;) ) Ciekawe, swoją drogą, czy kiedykolwiek na kogokolwiek ta cała kryska przyszła. Kiedy byłam mała, zawsze wydawało mi się, że „kryska” to jest na pewno coś okropnego. Coś tak strasznego,  że musiano to pseudonimem nazwać, żeby dokładnie tych straszności nie opisywać. Dorośli, zawsze kiedy to mówili, mieli bardzo srogie miny, kiwali dziecku palcem przed nosem i grobowym tonem, wyrokowali: „ojjj bo przyjdzie kryska na Matyska”
Dziecko słuchało z szeroko otwartymi oczami, a bujna wyobraźnia podsuwała obrazy srogiej kary, tak srogiej, że aż trudnej do wyobrażenia. Na szczęście Dziecko owo dorosło i z perspektywy lat, może śmiało stwierdzić, że „kryska” jednak nie przyszła. Przynajmniej na razie, bo kto wie, czy nie czai się jakaś okropna gdzieś tam za rogiem.
Ale wracając do grudniowych skojarzeń, wiadomo, ze w grudniu zawsze pojawia się jeden taki Święty. Mikołaj znaczy się. Kto nie słyszał każdej jesieni, od swojej mamy: „bądź grzeczna bo Św. Mikołaj do ciebie nie przyjdzie”. Nie wiem jak na inne dzieci, na mnie zawsze działało. Jak to miałby do mnie nie przyjść? Do wszystkich przyjdzie, tylko do mnie nie? Starało się wiec Dziecko jak mogło najlepiej, grzeczne było, Mamusi pomagało,
z bratem tłukło się znacznie rzadziej niż o innej porze roku. No i Mikołaj przychodził.
A potem Dzieciątko. I Zajączek na Wielkanoc. Tak, dorośli wielu mają w roku pomocników. Zawsze znajdzie się ktoś bardzo przez Dziecko wyczekiwany, kogo pojawieniem się (bądź też nie pojawieniem się), można Małego Rozrabiakę szantażować ;)
U osób dorosłych natomiast, słowo „przyjdzie” chyba powoli znika ze słownika. Teraz częściej mówimy, że ktoś „przyjedzie”. Mało kto obecnie wybiera się z wizytą i idzie spacerkiem. Raczej jeździ się samochodem, taksówką, autobusem, no w każdym razie rzadko się „idzie”. Szkoda czy nie? Zwykła kolej rzeczy i postępu, zmian i nowoczesności, czy może utrata czegoś szczególnego? Pewnie ile osób tyle opinii, choć najczęściej słyszę, że świat się teraz spieszy, to częściej jeździ niż chodzi. Warto pewnie na chwile zwolnić, pytanie tylko czy każdy może sobie na to pozwolić. Ja niestety nie bardzo mogę, żałuję, bo marzy mi się życie powolutku, ale do tego sporo mi jeszcze brakuje. Wiem, może „przyjdzie” do mnie fart i wygram w Lotto, wtedy zwolnię i do mojego słownika, słowo „przyjdę” powróci na stałe.

2 komentarze :

  1. O, ja zawsze przychodzę, bo wszędzie na piechotę ;-)
    I pewnie dlatego to słowo funkcjonuje w moim słowniku znacznie częściej niż "przyjechać" ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę. Naprawdę. Przy tutejszych odległościach, ciężko gdziekolwiek iść. Tęskni mi się do tego co było...

    OdpowiedzUsuń